Sabika- Piękna i elegancka

Pierwszy raz w „Sabike” zagrałem w zeszłym roku. Pamiętam, że była to bardzo przyjemna, choć mocno decyzyjna gra. Powodowało to, że moje ruchy nie były tak efektywne, jakbym chciał, ale po grze czułem naprawdę wielką satysfakcję. Rozgrywka oferowała dużo decyzyjności co i kiedy robić.

Chciałem wrócić do tej gry, ale pojawiło się tyle nowości i wspaniałych tytułów, że gdzieś w natłoku Sabika gdzieś zniknęła. Wczoraj nadarzyła się okazja, by ponownie zagrać. Chciałem sprawdzić, czy przyjemne doświadczenia z zeszłego roku ponownie będą mi towarzyszyć, ale jednocześnie bałem się, że mnogość zasad i decyzyjność sprawią, że gra będzie dla mnie za ciężka.

Oczywiście musiałem przypomnieć sobie zasady, które całkowicie mi uleciały. Marcin, właściciel gry, który świetnie tłumaczy zasady, podjął się tego wyzwania. W ok 40min wszystko krok po kroku wytłumaczył i byliśmy gotowi do rozgrywki. Początkowo gra przebiegała dość mozolnie, z długimi przerwami na wykonanie najprostszych akcji. Wszystko zależało od tego, gdzie kto stoi, ile ma pieniędzy, jakie ma surowce by jak najlepiej wykonać swój ruch. Każdy gracz miał swoje plany na daną rundę, które chciał zrealizować, ale niekoniecznie mu się to udawało. Przeciwnicy mogli skutecznie uniemożliwić realizację planów, na przykład przestawiając swojego piona na pole, na które chcieliśmy wejść, zabierając surowiec, który chcieliśmy pobrać, kupując poemat, płynąc statkiem zabierając pieczęć itd.

Pomimo dobrego planu musimy działać wielotorowo, czyli mieć alternatywne ruchy lub drogi, które dadzą nam zwycięstwo. Kapitalne w tej grze jest to, że nie ma jednej, sprawdzonej ścieżki do zwycięstwa. Można rozbudowywać swój magazyn, eksplorować miasta, pisać poematy lub robić wszystko po trochu. Rondel, który jest tam zaimplementowany, działa bardzo sprawnie. Reguły są jasne, więc nawet średniozaawansowani gracze nie powinni mieć problemu ze zrozumieniem mechanik.

Jako euro gracze lubimy i potrzebujemy trochę więcej czasu, żeby pomyśleć nad swoim ruchem, aby każdy był jak najbardziej ekonomiczny. To powoduje, że przy grze na trzech graczy nasza rozgrywka zajęła lekko lonad 2h. Można byłoby skrócić ten czas, gdybyśmy z góry mieli dobrze zaplanowane ruchy. Jednak czas oczekiwania nie dłużył się, ponieważ już podczas tur przeciwników myślimy, co zrobić w kolejnych akcjach i jaki mamy plan na daną rundę.

Warto wspomnieć o wykonaniu gry. Moim zdaniem jest ona wykonana na bardzo wysokim poziomie. Nie wiem, jak wygląda zawartość gry w polskiej wersji językowej, ale angielska jest naprawdę świetna. Jedynym minusem jest ogromna plansza. Oczywiście dzięki temu wszystko jest bardziej czytelne i nie ma tłoku na planszy, ale wymaga to sporego stołu i miejsca wokół niego, aby zmieścić planszetki graczy, surowce i inne potrzebne komponenty.

Po rozgrywce okazało się, że gra ponownie dała mi wiele satysfakcji i przypomniała te dobre momenty z pierwszej rozgrywki. Naprawdę chętnie usiądę do kolejnej partii i nie mogę się doczekać, kiedy to nastąpi. Teraz wiem, że bardziej świadomie będę podejmował swoje decyzje, a mnogość zasad i reguł towarzyszących rozgrywce nie jest tak przytłaczająca, jak można sądzić po przeczytaniu instrukcji. Owszem, jest ich sporo, są jakieś wyjątki od reguł itd., ale sama mechanika gry jest nieskomplikowana.

Zachęcam zatem wszystkich, którzy wcześniej obawiali się, czy poradzą sobie z tym tytułem, aby spróbowali w niego zagrać. Warto mieć przy rozgrywce osobę, która dobrze zna ten tytuł i będzie korygować ewentualne błędy. Zagrałem w wiele gier ekonomicznych z rondlem i uczciwie mogę postawić „Sabike” na drugim miejscu pod względem przyjemności płynącej z używania tej mechaniki.

„Heroes III: Gra planszowa” – nostalgiczna wyprawa do Erathii z figurkami zamiast kursora

Moje pierwsze wrażenia….
Trudno jednoznacznie sklasyfikować planszową wersję Heroes III. Z jednej strony mamy tu zarządzanie surowcami, rozwój zamku i rekrutację jednostek – mechaniki typowe dla gier typu euro. Z drugiej – eksploracja, walka i nieustanna rywalizacja o kontrolę nad mapą przypominają amerykańskie gry przygodowe. Dla mnie to swoisty hybrydowy miks – euro-amerykańskie ameri, która zaskakująco dobrze działa na stole.

Rozgrywka jest raczej rozciągnięta w czasie, ale – co najważniejsze – nie nuży. Dzięki sprytnemu systemowi akcji i stałemu napięciu, jakie towarzyszy oczekiwaniu na własną turę, nie miałem poczucia przestoju. To tytuł, który zdecydowanie najlepiej działa w składzie jedno i dwuosobowym – przy większej liczbie graczy downtime może nieco dawać się we znaki.

Największym atutem gry jest bez wątpienia jej wierność oryginałowi. Twórcy przenieśli z cyfrowych „Herosów” mnóstwo elementów 1:1 które naprawdę fajnie działają– od ikonicznych grafik, przez budynki i jednostki, aż po charakterystyczną atmosferę eksploracji mapy. Graficznie to czysta nostalgia – ilustracje są niemal identyczne jak w wersji komputerowej i doskonale oddają klimat Erathii.

Sama mechanika jest stosunkowo lekka, choć niepozbawiona mikrozasaad, o których trzeba pamiętać w różnych sytuacjach. Osoby znające komputerowe Heroes III odnajdą się tu błyskawicznie – całość oparta jest na znanych schematach, ale przemyślana tak, by nie przeciążyć stołu zbędną złożonością. Dobra pamięć się jednak przyda. Dodatkowo każdy scenariusz wprowadza pewne zmiany więc nie zawsze wszystko działa tsk samo.

Największe obawy miałem względem bitew – bałem się, że będą sprowadzone do banalnej wymiany ciosów. Na szczęście okazały się zaskakująco przyjemne i angażujące. Oczywiście, nie dorównują taktycznej głębi cyfrowego pierwowzoru, gdzie każda jednostka miała swoje znaczenie, a dobór czaru mógł przesądzić o zwycięstwie. W planszówce magia została mocno ograniczona – najczęściej możemy rzucić tylko jeden czar na całą rundę walki. Co prawda są sposoby, by to modyfikować, ale wymaga to planowania i inwestycji, więc nie zawsze jest to opłacalne czy nawet dostępne.

No właśnie dużo zależy również od tego jakie karty dociągniemy i nie za bardzo mamy wpływ na to. Oczywiście możemy co rundę odrzucać karty które nam nie pasują aby liczyć ci na to że dociągniemy to czego potrzebujemy ale podczas swojej tury nie często jest taka okazja. To powoduje że planowanie jest tutaj ograniczone i raczej musimy dostosowywać rozgrywkę w danej turze do tego czym dysponujemy na ręce. Na przykład jeżeli zaplanowaliśmy zaatakować jakieś jednostki z czwartego poziomu ale nie mamy na ręce artefaktów i kart dających dodatkowe bonusy do ataku czy ciekawe czary ofensywne. To może lepiej jednak przeczekać i spróbować zaatakować tę grupę w przyszłej rundzie? Takie i inne dylematy będą nam towarzyszyły praktycznie cały czas tyczy się to również rzutów kośćmi które mogą nam albo sprzyjać albo nie i uwierzcie mi to ma naprawdę wielkie znaczenie. Wystarczy że podczas walki ktoś będzie miał dobre rzuty na atak a ty ujemne bonusy to może odwrócić całkowicie losy potyczek i całej rozgrywki. Nie jest to jakieś nagminne i bardzo problemowe ale jednak warto o tym wspomnieć że nie na wszystko mamy wpływ tak jak było to policzalne w cyfrowym pierwowzorze.

Eksploracja mapy to zdecydowany highlight – odwiedzanie znanych z gry komputerowej lokacji, zbieranie artefaktów czy walka z neutralnymi przeciwnikami daje dużo satysfakcji i skutecznie przywołuje wspomnienia z długich nocy spędzonych przed monitorem.

Nie wspomnę już o tym, że podczas takiej rozgrywki czy to solo czy na dwóch graczy odpalenie w tle ścieżki dźwiękowej z heroesów i zmienianie jej podczas rozgrywania bitwy to już całkowite rozwalenie systemu i powrót do 99′ roku.

Podsumowując – Heroes III: Gra planszowa to myślę bardzo udana adaptacja kultowego tytułu. Nie jest to tylko nostalgiczny gadżet dla fanów, ale pełnoprawna, dobrze zaprojektowana gra planszowa która owszem ma swoje wady Ale która gra ich nie ma? Jasne, nie wszystko dało się przełożyć z cyfrowego świata na karton i plastik, ale to, co się udało, wykonano z dużym szacunkiem do pierwowzoru. Dla miłośników serii to pozycja obowiązkowa – nie tylko z sentymentu, ale po prostu dlatego, że to dobra gra. Ja z przyjemnością sięgnę po kolejne scenariusze i nowe frakcje.

 

 

Czy w tej grze naprawdę poczułem się jak Architekt? ????️ | Miasta Marzeń

Miasta marzeń to gra planszowa w budowanie powszechnie znanych miejscowości i tworzenie idealnych warunków do życia. W pudełku znajdziecie 100 budynków i kilkadziesiąt płytek miasta. Za ich pomocą tworzycie swoje dzielnice. Im atrakcyjniejsza dzielnica, tym więcej zdobytych punktów! Proste zasady + strategiczne myślenie. Każda rozgrywka jest inna. Do wyboru macie 8 miast: Barcelonę, Wenecję, Sydney, Nowy Jork, Rio de Janeiro, Lizbonę, Meksyk i Buenos Aires. Grę otrzymałem do recenzji od wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Czytaj dalej

Strategia z Eko-Przesłaniem ???? | Czy 'Endeavor: Deep Sea’ To Nowy HIT?

W grze planszowej Endeavor: Deep Sea kierujesz niezależnym instytutem badawczym, którego celem jest opracowywanie zrównoważonych projektów i zachowanie kruchej równowagi życia morskiego. W trakcie gry będziesz rekrutować ekspertów terenowych i wykorzystywać ich umiejętności do eksploracji nowych lokalizacji, badania miejsc nurkowych, publikowania ważnych prac ekologicznych i podejmowania działań na rzecz ochrony środowiska. Zanurz się w nowoczesnej erze, w której rozległy, połączony oceaniczny krajobraz naszej planety jest jedną z ostatnich granic do odkrycia i zbadania. Przeżyj głęboką, nową, ciągle zmieniającą się przygodę w tej kontynuacji przeboju Endeavor: Wiek Żagli! Poszerzaj swoją wiedzę, rozwijaj swój zespół i dowiedz się jak najwięcej o morzu. Działania, które podejmie teraz Twój instytut, mogą oznaczać zdrowy ocean i zrównoważoną przyszłość dla planety. Endeavor: Deep Sea zostało zaprojektowane przez Jarratta Graya i Carla de Vissera, ten sam kreatywny zespół, który stoi za przebojem Endeavor: Age of Sail. Ta edycja rozgrywa się w nowej erze odkryć morskich, ale wykorzystuje uproszczone zasady, które będą znane fanom oryginalnej gry

Czytaj dalej