MLEM- Daj sobie szansę i leć w kosmos z kotami

Zdecydowanie nie jestem party gamerem bo ogólnie w grach planszowych jestem dość drętwy.
Serio, jak w coś gram to przeważnie milczę i skupiam się na swoich jak i przeciwników ruchach.
Ale bywają takie pozycje przy których nie mogę spokojnie usiedzieć i jest w nich sporo emocji. I nie chodzi mi tutaj o kapitalnego Nemesisa czy o Black Rose Wars…. Ale o takie małe gierki które są w rzeczywistości bardzo niepozorne i dość proste w założeniu a jednak dające sporo frajdy podczas rozgrywki. ????
Takim tytułem niewątpliwie jest #Mlem. Początkowo całkowicie ten tytuł ominąłem z powyższych względów ale dałem się namówić na jedną partię zapoznawczą u znajomego. Ależ mi się to wszystko spodobało, na tyle że pokazalem w rodzinie i…. siadło. Dzieci zadowolone, żona też, no i ja również.
„MLEM: Agencja kosmiczna” to rodzinna gra planszowa, w której gracze wcielają się w kapitanów kocich wypraw kosmicznych, rywalizujących o zdobycie jak największej liczby punktów. Rozgrywka polega na rzucaniu kośćmi, by przesuwać rakietę wzdłuż planszy i wysiadać na planetach, ale także na zarządzaniu ryzykiem, ponieważ rakieta może się rozbić, co skraca grę. W grze wykorzystuje się specjalne umiejętności kocich astronautów, prostą mechanikę i zarządzanie ryzykiem.
Tak więc warto czsem wyjąć ze swojej strefy komfortu aby poznać naprawdę dobre pozycje.

Bomb Busters- wybuchowa gra dla całej rodziny

Okiem rodzica….
„Bomb Busters” to tytuł, który w naszym domu szybko zyskał status gry „na jeszcze jedną rundkę”. Już od pierwszych partii widać, że mamy do czynienia z czymś więcej niż prostą grą logiczną – to świetne ćwiczenie spostrzegawczości, i sprytnego myślenia, a jednocześnie okazja do wspólnej zabawy w gronie rodziny.
Z perspektywy rodzica doceniam, że zasady są naprawdę przystępne( nie powiedzieć że łatwe), więc dzieci szybko „łapią” o co chodzi i mogą grać na równi z dorosłymi. To ważne, bo daje im poczucie satysfakcji i zachęca do dalszej gry. Dodatkowo każda partia trwa krótko, co świetnie sprawdza się przy dzieciach – nie zdążą się znudzić, a jednocześnie ćwiczą koncentrację i szybkie podejmowanie decyzji.
Warto też wspomnieć że bycie kapitanem, powoduję u dziecka nie lada dumę ale i daje większą odpowiedzialność.
„Bomb Busters” rozwija analizowanie, logiczne myślenie, ale przede wszystkim wywołuje dużo emocji. „Czy to aby jest….” To nie jest typowa gra, w której wygrywa tylko strategia – często liczy się przewidywanie, planowanie i trochę sprytu, co sprawia, że zabawa jest dynamiczna i pełna niespodzianek.
Co ciekawe, „Bomb Busters” świetnie sprawdza się również jako gra imprezowa dla dorosłych. Z pozoru niepozorna, wciąga równie mocno przy stole pełnym znajomych, bo daje pole do wspólnego kooperacyjnego grania. To czyni z niej naprawdę uniwersalną pozycję – nadaje się zarówno na rodzinne popołudnia, jak i wieczorne party.
Podsumowując: „Bomb Busters” to ciekawa, nieoczywista gra, która łączy pokolenia i sprawdza się w różnych sytuacjach. Jeśli ktoś szuka tytułu, który jednocześnie bawi, uczy konsekwencji w podejmowaniu decyzji i pozwala przeżyć emocjonujące chwile razem z dziećmi albo znajomymi – zdecydowanie warto sięgnąć po ten tytuł.
No i te pudełeczka z misjami…..”tata zagramy jeszcze…..bo chcę już zobaczyć co jest w kolejnym pudełku” ????

Czytaj dalej

Tracks- Wyjaśnij zagadkę po dźwiękach

Tracks od wyawnictwa Muduko to bardzo ciekawa propozycja, szczególnie dla dzieci i młodzieży, którzy lubią bawić się w detektywów. Gra świetnie sprawdza się zarówno w mniejszej grupie, jak i podczas samotnej rozgrywki – szczególnie na słuchawkach, gdzie można w pełni zanurzyć się w dźwiękach otoczenia i skupić na tropach. Mając słuchawki możemy śmiało grać nawet jak obok ktoś już smacznie śpi. ????
Ogromnym plusem są kamery – dzięki nim można łączyć dźwięki i miejsca, co daje poczucie prawdziwej pracy śledczego. To właśnie ta mechanika sprawia, że gra potrafi wciągnąć i pobudzić wyobraźnię.
Szkoda jednak, że wszystkie elementy nie zostały spięte w jedną, dłuższą i bardziej sensowną historię. Po mniej więcej połowie zabawy można odczuć lekkie znużenie, bo zaczyna brakować nowych bodźców i fabularnego celu, który motywowałby do dalszej gry.
Mimo tego Tracks to świetna zabawa, szczególnie dla tych, którzy lubią zagadki i klimat poszukiwania śladów. Dobrze sprawdzi się w niewielkiej grupie i przy luźniejszych spotkaniach typu party (polecam bezprzewodowy głośnik z dobrym brzmieniem). To gra, która rozwija spostrzegawczość, pracę w grupie oraz uczy analizowania, a jednocześnie daje sporo radości z odkrywania kolejnych tropów.

Sabika- Piękna i elegancka

Pierwszy raz w „Sabike” zagrałem w zeszłym roku. Pamiętam, że była to bardzo przyjemna, choć mocno decyzyjna gra. Powodowało to, że moje ruchy nie były tak efektywne, jakbym chciał, ale po grze czułem naprawdę wielką satysfakcję. Rozgrywka oferowała dużo decyzyjności co i kiedy robić.

Chciałem wrócić do tej gry, ale pojawiło się tyle nowości i wspaniałych tytułów, że gdzieś w natłoku Sabika gdzieś zniknęła. Wczoraj nadarzyła się okazja, by ponownie zagrać. Chciałem sprawdzić, czy przyjemne doświadczenia z zeszłego roku ponownie będą mi towarzyszyć, ale jednocześnie bałem się, że mnogość zasad i decyzyjność sprawią, że gra będzie dla mnie za ciężka.

Oczywiście musiałem przypomnieć sobie zasady, które całkowicie mi uleciały. Marcin, właściciel gry, który świetnie tłumaczy zasady, podjął się tego wyzwania. W ok 40min wszystko krok po kroku wytłumaczył i byliśmy gotowi do rozgrywki. Początkowo gra przebiegała dość mozolnie, z długimi przerwami na wykonanie najprostszych akcji. Wszystko zależało od tego, gdzie kto stoi, ile ma pieniędzy, jakie ma surowce by jak najlepiej wykonać swój ruch. Każdy gracz miał swoje plany na daną rundę, które chciał zrealizować, ale niekoniecznie mu się to udawało. Przeciwnicy mogli skutecznie uniemożliwić realizację planów, na przykład przestawiając swojego piona na pole, na które chcieliśmy wejść, zabierając surowiec, który chcieliśmy pobrać, kupując poemat, płynąc statkiem zabierając pieczęć itd.

Pomimo dobrego planu musimy działać wielotorowo, czyli mieć alternatywne ruchy lub drogi, które dadzą nam zwycięstwo. Kapitalne w tej grze jest to, że nie ma jednej, sprawdzonej ścieżki do zwycięstwa. Można rozbudowywać swój magazyn, eksplorować miasta, pisać poematy lub robić wszystko po trochu. Rondel, który jest tam zaimplementowany, działa bardzo sprawnie. Reguły są jasne, więc nawet średniozaawansowani gracze nie powinni mieć problemu ze zrozumieniem mechanik.

Jako euro gracze lubimy i potrzebujemy trochę więcej czasu, żeby pomyśleć nad swoim ruchem, aby każdy był jak najbardziej ekonomiczny. To powoduje, że przy grze na trzech graczy nasza rozgrywka zajęła lekko lonad 2h. Można byłoby skrócić ten czas, gdybyśmy z góry mieli dobrze zaplanowane ruchy. Jednak czas oczekiwania nie dłużył się, ponieważ już podczas tur przeciwników myślimy, co zrobić w kolejnych akcjach i jaki mamy plan na daną rundę.

Warto wspomnieć o wykonaniu gry. Moim zdaniem jest ona wykonana na bardzo wysokim poziomie. Nie wiem, jak wygląda zawartość gry w polskiej wersji językowej, ale angielska jest naprawdę świetna. Jedynym minusem jest ogromna plansza. Oczywiście dzięki temu wszystko jest bardziej czytelne i nie ma tłoku na planszy, ale wymaga to sporego stołu i miejsca wokół niego, aby zmieścić planszetki graczy, surowce i inne potrzebne komponenty.

Po rozgrywce okazało się, że gra ponownie dała mi wiele satysfakcji i przypomniała te dobre momenty z pierwszej rozgrywki. Naprawdę chętnie usiądę do kolejnej partii i nie mogę się doczekać, kiedy to nastąpi. Teraz wiem, że bardziej świadomie będę podejmował swoje decyzje, a mnogość zasad i reguł towarzyszących rozgrywce nie jest tak przytłaczająca, jak można sądzić po przeczytaniu instrukcji. Owszem, jest ich sporo, są jakieś wyjątki od reguł itd., ale sama mechanika gry jest nieskomplikowana.

Zachęcam zatem wszystkich, którzy wcześniej obawiali się, czy poradzą sobie z tym tytułem, aby spróbowali w niego zagrać. Warto mieć przy rozgrywce osobę, która dobrze zna ten tytuł i będzie korygować ewentualne błędy. Zagrałem w wiele gier ekonomicznych z rondlem i uczciwie mogę postawić „Sabike” na drugim miejscu pod względem przyjemności płynącej z używania tej mechaniki.

„Heroes III: Gra planszowa” – nostalgiczna wyprawa do Erathii z figurkami zamiast kursora

Moje pierwsze wrażenia….
Trudno jednoznacznie sklasyfikować planszową wersję Heroes III. Z jednej strony mamy tu zarządzanie surowcami, rozwój zamku i rekrutację jednostek – mechaniki typowe dla gier typu euro. Z drugiej – eksploracja, walka i nieustanna rywalizacja o kontrolę nad mapą przypominają amerykańskie gry przygodowe. Dla mnie to swoisty hybrydowy miks – euro-amerykańskie ameri, która zaskakująco dobrze działa na stole.

Rozgrywka jest raczej rozciągnięta w czasie, ale – co najważniejsze – nie nuży. Dzięki sprytnemu systemowi akcji i stałemu napięciu, jakie towarzyszy oczekiwaniu na własną turę, nie miałem poczucia przestoju. To tytuł, który zdecydowanie najlepiej działa w składzie jedno i dwuosobowym – przy większej liczbie graczy downtime może nieco dawać się we znaki.

Największym atutem gry jest bez wątpienia jej wierność oryginałowi. Twórcy przenieśli z cyfrowych „Herosów” mnóstwo elementów 1:1 które naprawdę fajnie działają– od ikonicznych grafik, przez budynki i jednostki, aż po charakterystyczną atmosferę eksploracji mapy. Graficznie to czysta nostalgia – ilustracje są niemal identyczne jak w wersji komputerowej i doskonale oddają klimat Erathii.

Sama mechanika jest stosunkowo lekka, choć niepozbawiona mikrozasaad, o których trzeba pamiętać w różnych sytuacjach. Osoby znające komputerowe Heroes III odnajdą się tu błyskawicznie – całość oparta jest na znanych schematach, ale przemyślana tak, by nie przeciążyć stołu zbędną złożonością. Dobra pamięć się jednak przyda. Dodatkowo każdy scenariusz wprowadza pewne zmiany więc nie zawsze wszystko działa tsk samo.

Największe obawy miałem względem bitew – bałem się, że będą sprowadzone do banalnej wymiany ciosów. Na szczęście okazały się zaskakująco przyjemne i angażujące. Oczywiście, nie dorównują taktycznej głębi cyfrowego pierwowzoru, gdzie każda jednostka miała swoje znaczenie, a dobór czaru mógł przesądzić o zwycięstwie. W planszówce magia została mocno ograniczona – najczęściej możemy rzucić tylko jeden czar na całą rundę walki. Co prawda są sposoby, by to modyfikować, ale wymaga to planowania i inwestycji, więc nie zawsze jest to opłacalne czy nawet dostępne.

No właśnie dużo zależy również od tego jakie karty dociągniemy i nie za bardzo mamy wpływ na to. Oczywiście możemy co rundę odrzucać karty które nam nie pasują aby liczyć ci na to że dociągniemy to czego potrzebujemy ale podczas swojej tury nie często jest taka okazja. To powoduje że planowanie jest tutaj ograniczone i raczej musimy dostosowywać rozgrywkę w danej turze do tego czym dysponujemy na ręce. Na przykład jeżeli zaplanowaliśmy zaatakować jakieś jednostki z czwartego poziomu ale nie mamy na ręce artefaktów i kart dających dodatkowe bonusy do ataku czy ciekawe czary ofensywne. To może lepiej jednak przeczekać i spróbować zaatakować tę grupę w przyszłej rundzie? Takie i inne dylematy będą nam towarzyszyły praktycznie cały czas tyczy się to również rzutów kośćmi które mogą nam albo sprzyjać albo nie i uwierzcie mi to ma naprawdę wielkie znaczenie. Wystarczy że podczas walki ktoś będzie miał dobre rzuty na atak a ty ujemne bonusy to może odwrócić całkowicie losy potyczek i całej rozgrywki. Nie jest to jakieś nagminne i bardzo problemowe ale jednak warto o tym wspomnieć że nie na wszystko mamy wpływ tak jak było to policzalne w cyfrowym pierwowzorze.

Eksploracja mapy to zdecydowany highlight – odwiedzanie znanych z gry komputerowej lokacji, zbieranie artefaktów czy walka z neutralnymi przeciwnikami daje dużo satysfakcji i skutecznie przywołuje wspomnienia z długich nocy spędzonych przed monitorem.

Nie wspomnę już o tym, że podczas takiej rozgrywki czy to solo czy na dwóch graczy odpalenie w tle ścieżki dźwiękowej z heroesów i zmienianie jej podczas rozgrywania bitwy to już całkowite rozwalenie systemu i powrót do 99′ roku.

Podsumowując – Heroes III: Gra planszowa to myślę bardzo udana adaptacja kultowego tytułu. Nie jest to tylko nostalgiczny gadżet dla fanów, ale pełnoprawna, dobrze zaprojektowana gra planszowa która owszem ma swoje wady Ale która gra ich nie ma? Jasne, nie wszystko dało się przełożyć z cyfrowego świata na karton i plastik, ale to, co się udało, wykonano z dużym szacunkiem do pierwowzoru. Dla miłośników serii to pozycja obowiązkowa – nie tylko z sentymentu, ale po prostu dlatego, że to dobra gra. Ja z przyjemnością sięgnę po kolejne scenariusze i nowe frakcje.

 

 

Paladyni Zachodniego Królestwa- świetny workerplacement z mnogością opcji

Jestem po kilku partiach Paladynów Zachodniego Królestwa i już samo obcowanie z mechanikami tej pozycji pozwala stwierdzić, że mamy do czynienia z wyjątkowo dopracowaną grą strategiczną. Tytuł ten należy do gatunku worker placement, a jego konstrukcja oferuje graczom rozbudowane możliwości planowania, optymalizacji działań oraz długofalowego podejmowania decyzji.
W grze wcielamy się w zarządców średniowiecznego królestwa, których zadaniem jest efektywne alokowanie dostępnych pracowników (workerów) w celu realizacji rozmaitych działań strategicznych. Każdy gracz dysponuje identyczną planszetką gracza oraz zestawem kart startowych paladynów. Kluczową funkcją tych kart jest ukierunkowanie głównej strategii działania w danej rundzie. Paladyni oferują określone premie – np. dodatkowe monety, darmowe akcje mobilizacji lub redukcję kosztów działań rozwojowych – które determinują taktyczne wybory gracza na najbliższą turę.
Poza bazowymi akcjami na indywidualnej planszy, gracze mogą również rekrutować obywateli (dające pasywne bonusy), wchodzić w interakcje z barbarzyńcami (nawracanie lub eliminacja) czy budować struktury wzmacniające ich pozycję. Planszetkę gracza można koncepcyjnie podzielić na dwa obszary: lewą stronę – skupioną wokół akcji ekonomicznych i pozyskiwania zasobów, oraz prawą – umożliwiającą wykonywanie bardziej zaawansowanych działań, zależnych od poziomu określonych umiejętności (np. wiary, wpływu czy siły militarnej). I to właśnie w tej części rozgrywki zaczyna się prawdziwa głębia – dostępność akcji jest ściśle związana z poziomem rozwinięcia poszczególnych atrybutów, co zmusza graczy do skrupulatnego planowania i wcześniejszego przygotowania struktury działań.
Postęp umiejętności można realizować na różne sposoby: poprzez wybór odpowiedniego paladyna, rekrutację konkretnych obywateli, realizację akcji specjalnych czy budowę fortyfikacji. Co istotne – każda akcja, nawet najmniejsza, przynosi wartość dodaną, która może zostać wykorzystana w późniejszym etapie gry. Już na etapie pierwszych trzech rund gracze otrzymują informacje o celach punktacyjnych na koniec gry, co stanowi pierwszą wskazówkę do budowy strategii średnio- i długoterminowej.
Jednocześnie, warto podkreślić, że Paladyni oferują wiele dróg do zwycięstwa – finalna punktacja obejmuje m.in. cele indywidualne, odblokowane pola na planszy, zdolności pozyskanych barbarzyńców, rozwój struktur czy spełnienie warunków punktowych wynikających z kart. Już sam wybór paladyna na daną rundę jest decyzją wielowymiarową – musimy bowiem określić nie tylko, którego bohatera chcemy aktywować, ale również którego odłożyć na wierzch talii (wróci do nas w kolejnej rundzie), a którego na spód (co może oznaczać trwałe zrezygnowanie z niego).
Istotną rolę odgrywa także dobór workerów na początku każdej rundy– każdy kolor specjalizuje się w innych typach akcji. Gracze muszą zatem uważnie kalkulować nie tylko gdzie, ale i kim chcą wykonać daną czynność, biorąc pod uwagę ograniczenia zasobowe oraz dostępne miejsca na planszy. Kolejność wykonywania akcji, możliwość ich łączenia oraz optymalizacja efektów synergii sprawiają, że rozgrywka, choć oparta na prostych zasadach bazowych, jest wyjątkowo złożona poznawczo.
Wraz z postępem gry na wspólnej planszy pojawiają się nowe karty z dodatkowymi, silnymi akcjami dostępnymi dla wszystkich. Generują one pokusę modyfikacji pierwotnego planu i adaptacji strategii do bieżących możliwości. Jednak mimo względnie ograniczonej negatywnej interakcji bezpośredniej – gra nie jest wolna od elementów rywalizacji. Gracze mogą blokować sobie dostęp do kluczowych kart obywateli lub barbarzyńców, a także zajmować miejsca na wspólnych planszach, co może skutecznie zakłócić cudzy plan na rundę.
Z perspektywy analitycznej, Paladyni Zachodniego Królestwa to tytuł cechujący się wysokim stopniem złożoności decyzyjnej (decision complexity) oraz wymagający intensywnego planowania strategicznego i taktycznego. Optymalna rozgrywka wymaga przewidywania nie tylko własnych działań, ale także potencjalnych ruchów przeciwników. Jednocześnie gra wymusza elastyczność – długoterminowy plan musi być dostosowywany do zmiennych warunków gry oraz dostępnych zasobów.
Z uwagi na swoją głębię i czasochłonność (partie mogą trwać nawet 3 godziny w pełnym składzie), gra nie jest rekomendowana dla graczy początkujących. W rozgrywkach dwuosobowych balans czasu i głębi mechanicznej wydaje się najbardziej satysfakcjonujący. Dla miłośników wymagających eurogier z silnym naciskiem na analizę, planowanie i strategiczną elastyczność – Paladyni Zachodniego Królestwa będą pozycją wysoce satysfakcjonującą.
Podsumowanie:
Paladyni Zachodniego Królestwa to złożona, dobrze zbalansowana gra euro, która nagradza długofalowe planowanie, umiejętne zarządzanie zasobami oraz elastyczne dostosowywanie strategii do dynamicznych warunków gry. To tytuł skierowany do doświadczonych graczy, którzy cenią głęboką analizę i wielowarstwowość decyzyjną. Zdecydowanie warto sięgnąć po ten tytuł, jeśli poszukujemy gry, która wymaga nie tylko myślenia, ale i przemyślanej wizji rozwoju na każdą rundę.

 

Nemesis- to nie gra, to uczta……

Wczoraj, po długiej przerwie, rozegraliśmy kolejną potyczkę w Nemesis. Tym razem do naszej stałej ekipy nerdów po raz pierwszy dołączył Przemek — nowicjusz w świecie planszówek, którego dotychczasowe doświadczenia ograniczały się głównie do spokojnych eurogier.
Po przygotowaniu rozgrywki, ja — mechanik, Przemek — żołnierz, oraz Sławek — pilot, zostaliśmy porzuceni w dryfującej gdzieś w bezkresie kosmosu stacji. Cele były jasne, choć niepokojące:
Przeżyć jako jedyny, mając przy sobie siedem przedmiotów.
Zbadać truchło obcego.
I coś jeszcze, co już wtedy wydawało się mniej istotne…
Od początku wiedziałem jedno: chcę zrealizować pierwszy cel. A to oznaczało jedno — wszyscy muszą zginąć. Wiedziałem, że hibernacja to droga przez mękę: trzeba ustawić odpowiednie koordynaty, zadbać o sprawność dwóch silników i oczyścić pole hibernacyjne z intruzów. Dlatego od razu obrałem inny kierunek — kapsuły ratunkowe. A to oznaczało eksplorację… lub uruchomienie generatora samozniszczenia.
Żołnierz chyba czytał mi w myślach, bo już w drugiej turze odpalił generator. Zegar samozniszczenia zaczął tykać. Plan był prosty: eksploruj, znajdź kabiny, zbieraj przedmioty i przeżyj. Ale przecież w Nemesis nie istnieje coś takiego jak „dobry plan”…
Już w drugiej rundzie, przez niefortunny szmer, zaprosiłem do swojego pomieszczenia wielką mamusię. Potwór nie czekał — machnął ogonem dwa razy, zostawiając po sobie dwie głębokie rany i dwie karty skażenia. Kulałem, ręce miałem ciężkie jak ołów… ale uciekłem.
W międzyczasie pilot majstrował przy silnikach. Naprawiał? Psół? Twierdził, że wszystko działa, ale jego mina mówiła coś zupełnie innego. Cholera… nikomu tu nie można ufać. Wszyscy kłamią. „Skup się, Karol. Liczy się tylko cel. Musisz przeżyć.”
Z dwiema głębokimi ranami i brakiem możliwości leczenia, każdy krok był walką o życie. Szmery były wszędzie. Poruszałem się ostrożnie, tracąc cenne karty, ale przynajmniej nie wpadałem w pułapki. Gdzie są te cholerne opatrunki? Gdzie jest gabinet zabiegowy?! Przynajmniej kolonia intruzów była łaskawa — przez chwilę.
W pewnym momencie pilot postanowił heroicznie zaatakować samotną królową. Miała tylko — a może aż — 7 punktów życia. Ale kiedy pudłujesz, każdy punkt życia wydaje się nie do pokonania. Odpuścił. Uciekł. Tak jak ja.
Królowa zniknęła w korytarzach, wracając do swojej kolonii. Żołnierz… zamarł. Stał nieruchomo, jakby czekał na coś, czego nie potrafił nazwać. Zegar samozniszczenia nieubłaganie odliczał czas. Kapsuły się otworzyły. To moja szansa. Ruszyłem w stronę pomieszczenia ewakuacyjnego. Oni i tak zaraz zginą.
Kulałem. Szmery były wszędzie. Ale brnąłem naprzód, nie oglądając się za siebie. Rzuty mi sprzyjały… do czasu.
Brak kart na ręce. Dociągam żeton z kolonii. Wiem, że tam roi się od dorosłych osobników. Atak z zaskoczenia. Kogo? Szlag! Królowa! Znowu 7HP. Gryzie mnie w udo, zadając trzecią głęboką ranę. Przyzywa dorosłego. Ten jednak nie atakuje. Czeka. Czeka, aż się wykrwawię.
Pilot walczy z reproduktorem. Bezskutecznie. Potwór go gryzie. Sławek już wcześniej był porażony ogniem. Teraz jego rany są tak rozległe, że krwawi co rundę. Nie pożyje długo.
Ostatnia runda. Wiem, że nie zdążę dotrzeć do odpowiedniego pomieszczenia. Nadzieja gaśnie. Ale rodzi się gniew. Strzelam do królowej — pudło. Biorę gaśnicę. Wypędzam ją z pomieszczenia. Opieram się o ścianę, z adrenaliną w ręku. Czekam na eksplozję.
Wiem, że nikt nie przeżyje.
Pilot kona z ran. Żołnierz desperacko barykaduje się, zamykając wszystkie drzwi. Jeszcze nie wie, że dekompresja i tak go dosięgnie. Wciągnie jego ciało przez mikroskopijny otwór w kadłubie.
Zapada cisza.
Błysk. Eksplozja. Koniec.
Nikt nie przeżył.
Wow. To była iście epicka rozgrywka.
Przemek był najbliżej zwycięstwa — jego celem było zabicie mnie.
Sławek też miał szansę — silniki były sprawne, koordynaty ustawione.
Ja? Cóż… pozbyłem się towarzyszy, ale sam też zginąłem.
Nemesis to nie gra planszowa. To doświadczenie. To uczta, w której za każdym razem biorę udział z wypiekami na twarzy. Myślę, że następnym razem spróbuję rozgrywki kooperacyjnej — jeszcze nie miałem okazji.

Tytuły na które czekam w 2025

Niedługo połowa roku więc pomyślałem sobie, że przedstawię swoje pozycję na które czekam, jestem zainteresowany przetestowaniem lub widziałbym je nawet w swojej kolekcji. Zdaję sobie z tego sprawę, że realnie zapewne nie uda mi się w to wszystko zagrać, sprawdzić, kupić ale przynajmniej część z tego fajnie jakby się udało jeszcze w tym roku ogarnąć. Nie mam co prawda żadnego ciśnienia na zasadzie że coś „muszę” ale nie ukrywam, że bym chciał. Jednak widząc ile wyszło gier które mnie realnie zainteresowały to nie ma opcji abym nawet 50% z tego ograł przy mojej intensywności grania. Bywają tygodnie a nawet miesiące (aktualny) że nie gram wcale. Ale co tam szkodzi pomarzyć sobie i pogdybać.
Moje oczekiwania 2025….a na co wy czekacie?
*************************
LDG
Andromedas Edge
-od momentu kiedy ta pozycja została ogłoszona to z automatu wskoczyła na radar. Głównie ze względu na to że w tej części poprawiono bitwy względem Dwellings of Eldervale .
Lutnik
– Gra wygląda na mocne auro w nietuzinkowym klimacie. A że moje córki aktualnie uczęszczają do szkoły muzycznej to może będzie to w pewnym sensie zachęta do wspólnej rozgrywki. O ile ciężkość skomplikowania pozwoli nam na to.
Gildia wielkich odkrywców
-W grze Gildia Wielkich Odkrywców każdy gracz zaczyna z jednym miastem na swojej osobistej planszy.
Na początku należy potasować talię kart terenu, a następnie odkrywać je po kolei. Na podstawie ujawnionego terenu każdy gracz umieszcza na swojej planszy kostki, które muszą być połączone z jego miastem początkowym lub innymi kostkami. Celem jest uzupełnianie obszarów na planszy, przeprawianie się przez morza w poszukiwaniu nowych lądów oraz zakładanie nowych miast. Możesz również eksplorować wywrócone statki, by znaleźć skarby, które dają specjalne możliwości umieszczania kostek, a także tworzyć połączone trasy między lokalizacjami, co pozwala zdobywać dodatkowe punkty. W grze pojawiają się wspólne cele, które mogą być realizowane przez wszystkich graczy. Ci, którzy ukończą je jako pierwsi, zdobywają więcej punktów.
Na koniec rundy wszystkie kostki są usuwane z planszy, pozostawiając tylko miasta. Jeśli więc nie założysz nowych miast, utkniesz w tych samych miejscach.
Skyrise
– widziałem wersje deluxe i jestem oczarowany. Wiem że to jedynie miły dodatek ale jakież to jest piękne.
Zamek Kombo
– nic o niej nie wiem ale każdy poleca na szybkie rozgrywki więc wskoczyło na radar. Chociaż ostatnio zaczynam sceptycznie patrzeć na gry szybkie/łatwe bo powoli przestaję być targetem do takich rozgrywek.
RA
– klasyk w nowej szacie, zawsze chętnie znajdę na takie pozycje miejsce
Mistborn: Z mgły zrodzony
– zaintrygowała mnie ta gra i mechanika jaka tam została zaimplementowana. Przygoda na kartach brzmi intrygująco.
Karciana karawana
– nie mam w kolekcji żadnej gry Ryana Laukata więc chętnie sprawdzę tego cenionego twórcę.
*************************
PORTAL GAMES
NHex : Wiremen
– tu jest łatwo….aby mieć wszystko po prostu ????
Race to Berlin
– po ostatnich potyczkach w „podstawowe” gry wojenne nabrałem ochoty na więcej. Jednak moje emocje ostudziły nieco zagraniczne materiały dotyczace tego tytułu. Nadal chętnie zagram ale już raczej nie potrzebuję jej mieć w kolekcji.
GALACTIC CRUISE
– jedna z bardziej wyczekiwanych gier `ala Lacerda. To może być naprawdę dobre….i drogie. Jako kierownik Galactic Cruise będziesz odpowiedzialny za budowę naszych statków, zadowalanie gości i wspieranie rozwoju firmy. Twoje zadania obejmą ulepszanie sieci firmowej, opracowywanie nowych technologii i powiększanie zespołu pracowników. Współpraca jest kluczowa – działania innych menedżerów mogą przynieść ci korzyści. Ale pamiętaj, to konkurs: za trzy lata nasz obecny dyrektor generalny ustąpi ze stanowiska, a ten, kto najlepiej wykaże się swoimi umiejętnościami, zostanie nowym liderem Galactic Cruise!
WORLD ORDER
– odpuściłem Hegemony ze względu na złożoność. To jest podobno sporo wygładzone więc chętnie sprawdzę w swojej grupie.
SLAY THE SPIRE
– miałem odpuścić ale jak zobaczyłem jak to jest wciągające to
MASS EFFECT
– coraz chętniej siadam do gier z „atlasem” gdzie przygotowanie do rozgrywki jest o wiele szybsze niż standardowy setup.
ARCS
– grałem na Portalconie. Nie było to złe ale przez to że czas był ograniczony nie udało się zagrać całości. Widzę w tej grze potencjał i chętnie sprawdzę to dokładniej na własnym egzemplarzu.
CTHULHU: DARK PROVIDENCE
– spadkobierca niedostępnego już Studium w Szmaragdzie. Cthulhu: Dark Providence to gra osadzona w świecie Cthulhu: Death May Die, inspirowana twórczością H.P. Lovecrafta. Gracze wcielają się w role Śledczych i Kultystów z najbardziej wpływowych miast Stanów Zjednoczonych w czasach Wielkiego Kryzysu. Kultyści próbują wykorzystać chaos i niepewność narodu, współpracując z istotami z koszmarnych wymiarów, aby przekształcić świat w swoją pokręconą wizję. Śledczy stoją po przeciwnej stronie konfliktu, walcząc o ocalenie ludzkości.
IRONWOOD
– Oj tak…..wygląda dobrze i dedykowana na 2 graczy. Elizka szykuj się! Ironwood to prosta w zasadach, wysoce asymetryczna gra karciana o charakterze taktycznym, przeznaczona dla 1-2 graczy. W każdej rundzie ty i twój przeciwnik na przemian zagrywacie po 3 karty z waszych talii, aby uzyskać efekty akcji. Efekty te obejmują m.in. pozycjonowanie oddziałów, inicjowanie walki, wydobywanie kryształów, nadawanie tymczasowych efektów pasywnych i wiele innych. Kiedy dochodzi do walki, gracze używają kart w celu określenia wartości bojowej swoich oddziałów, starając się uzyskać premie bojowe, zadawać obrażenia, odpierać ataki oraz zwiększać wartość dominacji swoich jednostek, aby wygrać starcie.
MORDRED
– albo to będzie hit albo kit. Okładka nie zachęca ale opis gry bardzo….
Mordred to gra, w której każdy gracz kontroluje jedną z asymetrycznych frakcji i stara się zdobyć przychylność trzech wielkich przywódców: Mordreda, Morgany i Merlina. Gracze muszą mądrze wykorzystywać dostępne rundy, ponieważ każda akcja kosztuje cenny czas. W końcu chaos stanie się nieunikniony, a gracze będą musieli się na niego przygotować.
ZOMBICIDE: WHITE DEATH
– co tu pisać, kolejna część czegoś w co lubię sobie pograć bez stresu. No i są tam Turtlesy
The Dead Keep
– wygląda na to że to będzie najlepsza część `ala Zombicide w świecie fantasy. Czekam bardzo. The Dead Keep to kooperacyjna wyprawa w podziemia dla 1-6 graczy. Bohaterowie graczy ruszają w fantastyczny świat stworzony przez Paula Bonnera, legendarnego artystę, który w ciągu ponad 35 lat kariery nadał kształt najpopularniejszym uniwersom takich wydawnictw jak Games Workshop, Mutant Chronicles, Fasa, Riot Minds czy Rackham.
*************************
CZACHA GAMES
BRW Pakiet ulepszeń
– bo warto mieć jedną z lepszych gier z poprawionymi elementami.
The Cats of Mont Saint Michel
– DC w świecie kotów? Oj tak…bardzo chętnie powalczę tymi futrzakami. The Cats of Mont Saint Michel to gra solo oraz kooperacyjna osadzona w historycznym klasztorze Mont Saint Michel tuż przed rewolucją francuską. Rozgrywka toczy się w oparciu o oprawioną w zwoje książkę ze scenariuszami, wykorzystując 12-ścienne kości do walki i zbierając karty z łupami, umiejętnościami oraz mocami. Gra składa się z serii powiązanych scenariuszy, które tworzą kampanię i ciągłą fabułę. Każdy scenariusz wpływa na przebieg następnego.
Escape from Stalingrad Z
– za dużo o tym tytule nie wiem. poza tym że wygląda to niczym Zombicide+Wolfenstein. Escape from Stalingrad Zto taktyczna gra bitewna z kampanią solo lub kooperacyjną, osadzona w czasach przerażającej plagi zombie podczas II wojny światowej. Jest rok 1942, a miasto to Stalingrad. Twoi ocalali to żołnierze-weterani, którzy walczą z hordami zombie na zniszczonym wojną pustkowiu, starając się jednocześnie znaleźć sposób na ucieczkę z zdziesiątkowanego miasta. Muszą współpracować, aby odnaleźć najlepszą drogę, a każdy scenariusz daje im różne opcje dalszej trasy. Wybory gracza decydują o losie jego bohaterów.
Skull Tales: Full Sail!
– spad z zeszłego roku, chcę ale boję się tego kolosa jak nie wiem co. Skull Tales: Full Sail! to piracka gra przygodowa dla 1-5 graczy. Podczas rozgrywki wcielasz się w pirata z Morza Karaibskiego, który poszukuje sławy i fortuny. Gra toczy się w trzech fazach: przygody, podróży i portu. Fazy te są grami samymi w sobie, z własnymi mechanizmami i komponentami.
Lobotomia II: Obława
– czekam na własny egzemplarz który już gdzieś tam dryfuje w kontenerze.
*************************
REBEL
Czarny Las
– widzę że to jakieś euro w ciekawym settingu więc wskoczyło na radar. Bliżej premiery zweryfikuję jeszcze czy na pewno to potrzebuję. W grze Czarny Las zaczynasz z małym dominium – potrzebujesz nowych budynków i zwierząt gospodarskich. Będziesz podróżować od wioski do wioski, aby skorzystać z pomocy najlepszych rzemieślników. Wybieraj odpowiednie budynki, dokładaj krajobrazy, produkuj szkło i poszerzaj swoje włości! Dwa koła zasobów pomogą Ci przechowywać dobra i prowadzić produkcję, a szeroki wybór budynków i ich różnych efektów zapewni mnóstwo ścieżek prowadzących do zwycięstwa.
Floe
– naczytałem się o tej pozycji i nie ukrywam że jestem zaintrygowany. Autor „Parki” czyli dość udana pozycja więc i tym tytułem się zainteresowałem.
*************************
GALAKTA
Galileo Galilei- 2lata temu robiłem na konkurs grę „Helios” więc niejako traktuję ten tytuł jako zachętę do zagrania w coś podobnego. Galileo Galilei to strategiczna gra, w której szczęście odgrywa znikome znaczenie. Podstawowe mechanizmy oscylują wokół wyboru akcji oraz manipulacji kośćmi, co pozwala graczom aktywować potężne i przynoszące mnóstwo punktów kombinacje efektów.
Tiny Epic Pirates
– Tiny Epic u mnie zawsze na propsie i coraz ciekawsze te tytuły wpadają w moje ręce. Świat piratów od dziecka był mi bliski i to lubiłem więc zawsze chętnie siadam do pozycji w takim właśnie settingu. Nie ma tego na runu jakoś dużo więc chętnie sprawdzę tę serię. Tiny Epic Pirates to szybka gra dla 1-4 graczy o morskich przeprawach, bazująca na mechanizmie rondla ze zmiennymi akcjami. Pokierujesz w niej własnym statkiem pirackim, dążąc do zakopania i ukrycia swych skarbów pośród rozsianych wokół wysp.
W każdej turze gracz przesuwa swój żeton kapitana po kole akcji statku, wybierając jedną z dostępnych akcji: plądrowanie, handel, uzupełnianie załogi, atak lub przeszukiwanie. Układ tych akcji jest unikalny i losowy dla każdego gracza, co dodaje element strategii.
March of the Ants: Evolved Edition
– areacontrol i strategia w świecie mikro?W March of the Ants gracze kontrolują własną kolonię mrówek i rywalizują między sobą o przetrwanie i zasoby. Będą przy tym odkrywać niezbadane dotąd zakamarki łąki, ewoluować swoje mrówki, tworząc ich nowe gatunki, i walczyć o kontrolę nad Wielkim Tunelem.
Jest to gra strategiczna premiująca zróżnicowane podejście i pozwalająca osiągnąć zwycięstwo na różne sposoby. Aby wygrać, gracze będą musieli odpowiednio dostosowywać swoją strategię w miarę rozwoju swoich kolonii i stawiania kolejnych kroków na ścieżce ewolucji.

ROOT unboxing|| Asymetryczna| Klimatyczna| Wojna na planszy

Hej, Dziś po 3 latach przerwy od mojej pierwszej rozgrywki w ROOT powracam ponownie aby się zmierzyć z tym tytułem. Root to dynamiczna gra opowiadająca o wojnie o wpływy w Wielkim Lesie. Gracze przejmują kontrolę nad jedną z czterech frakcji starających się o przejęcie władzy i udowodnienie, że to jej przedstawiciele są prawowitymi władcami rozległego Leśnogrodu. Polska wersja pudełka Root jest znacznie większa niż wersja angielska, a jej kwadratowy kształt umożliwił umieszczenie w środku plastikowej wypraski, która pomieści zarówno wersję podstawową gry, jak i dodatek Plemiona Rzeczne. Dzięki temu zabiegowi produkt pomieści dwie gry, co pozwoli na zaoszczędzenie miejsca na planszówkowej półce.

Czytaj dalej

Raport #2|| Urodziny kanału|Moja autorska gra|Pomoc dla Czachy|Konwenty

Hej Planszówkowicze, Dzisiaj kolejny odcinek Raportu czyli serii w której opowiadam o wszystkim i o niczym ale w świecie okołogrowym więc totalny mix dla każdego. Tym razem zapowiadam i zapraszam na Roczek kanału Dream Dice (05/09/2023) gdzie do wygrania będzie cała masa wspaniałych nagród. Dowiecie się również tego w co gram i co do mnie przyszło. Usłyszycie również o mojej autorskiej grze która to będzie miała premierę już we wrześniu. Zebrałem również kilka informacji odnośnie zbliżających się konwentów oraz opowiem o pewnych swoich przemyśleniach. Tak więc dla każdego coś dobrego!!! (tak myślę).

Czytaj dalej